Muzyka

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 7-Problem

Kiedy się obudziłam była dosyć zdezorientowana , miałam na sobie męska długą koszulkę oraz  znajdowałam się w zupełnie obcym pokoju. Chciałabym cokolwiek pamiętać ale ból głowy nie pozwolił mi racjonalnie myśleć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu , dostrzegając dwie pary drzwi otworzyłam je i po chwili stałam już w ogromnych rozmiarów garderobie zabrałam z niej tylko za duże męskie dresy po czym przemknęłam do łazienki nie co się ogarnąć. Gdy już to zrobiłam , po cichu uchyliłam drewnianą powłokę za którą znajdował się korytarz oraz schody prowadzące na dół.

Po niecałych dziesięciu minuta odnalazłam kuchnię , od razu zabrałam się za przygotowanie śniadania ponieważ skręcałam się z głodu. Postawiłam na naleśniki , kiedy obracałam je poczułam na biodrach duże dłonie a potem pocałunek w szyję. Odwróciłam się spotykając niebieskie oczy Lou wpatrzone w moje
- Cześć pyszczku powiedział sadzając mnie na blacie w międzyczasie układając usmażone ciasto na talerz.
-Co pan robi? spytałam obserwując jego ruchy 
-Po pierwsze mam na imię Louis a po drugie wydaję mi się , że dbam o Ciebie dodał dekorując naleśnika śmietaną , która całkiem przypadkiem wylądowała na mojej twarzy , natychmiast zeskoczyłam z blatu biorąc drugi pojemnik z czekoladą oblewając jego białą koszulkę 
-Panno Hayes ma pani przechlapane poinformował mnie z trudem hamują śmiech. Po przeanalizowaniu jego słów rzuciłam się do ucieczki wybiegając na taras , czułam na policzkach zimne powietrze. Zatrzymałam się na pomoście , patrząc na obraz przed sobą. Ogromne jezioro okalało całą okolicę a przybrzeżne wierzby nadawało wszystkiemu uroczego widoku. Po chwili ktoś okrył mnie kocem przyciągając do swojej klatki piersiowej , po zapachu poznałam iż był to nie kto inny jak Lou. 
-To jest piękne powiedziałam , marząc aby jeszcze tu wrócić. To dziwne ponieważ jeszcze rano nie miałam pojęcia gdzie i dlaczego tu jestem. Chciałam uciec , ale potem poczułam się tak cholernie dobrze i bezpiecznie , nie chciałam odchodzić , znikać cieszyłam się że mnie tu zabrał i może to jest gówno w które nieświadomie pakuj swoje życie ale wiem  , że Tomlinson  nie chcę mnie skrzywdzić to wiem na pewno.

Do Londynu wracaliśmy po kilku godzinach ponieważ Louis  dostał jakąś ważną wiadomość z firmy. Po szybkim prysznicu opuściliśmy posiadłość. Droga minęła nam na rozmowie , chłopak cały czas pytał o moje samopoczucie ponieważ nie cierpiałam jazdy samochodem.
-Jasie wszystko dobrze ? spytał po raz kolejny a ja poczułam jak opanowuje mnie złość
-Tak burknęłam patrząc na obrazy mijane za oknem. Przymknęłam powieki i już po chwili Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. Obudziłam się słysząc podniesiony głos Louisa , no tak rozmawiał z kimś przez telefon. Zdenerwowany rzucił urządzenie gdzieś pod siedzenie , ale kiedy spostrzegł że już nie śpię uspokoił się.
-W porządku ? tym razem to ja spytałam patrząc jak zaciska dłonie na kierownicy.
-Nie bardzo mruknął , parkując na podjeździe. Zrozumiałam jego słowa gdy zobaczyłam opierającą się o samochód Lanę. Była wściekła co zapowiadało rychłe kłopoty , nie tylko dla Lou ale co najgorsze dla mnie...
Ciąg dalszy nastąpi...

Kochani tak bardzo bardzo bardzo was przepraszam. Nie dodawałam nic ponieważ zaskoczył mnie limit. Nawet nie wiem jak to się stało. Nie mam słów żeby opisać to co czuje. Notka będzie krótka. Chcę tylko dodać iż następny rozdział pojawi się po świętach przed sylwestrem. Jeszcze raz bardzo was przepraszam i Życzę wam wesołych świąt oraz szczęsliwego nowego roku. Komentujcie może w razie jakiegoś prezentu czy coś plose.

Kocham Was
D.Chester


Ps. Podam mojego tt jutro ;)
Rozdział został poprawiony , przepraszam za błędy